Kiedyś naszło mnie na czarną chustę, włóczkę wygrzebałam z worka, który dostałam od sąsiadki Wioli, chciałam coś ciepłego i prostego. Nie przepadam za czarnymi rzeczami, ale czasami się przydają do jaskrawych ciuchów, jako dodatek, albo podkreślenie koloru🤔.
Wybrać prosty wzór wcale nie jest tak prosto, kombinowałam, prułam, zastanawiałam się czy druty, czy szydełko🤔. Mam zaczęty koc takim wzorem tylko w jasnych kolorach, ale przecież czarny, to też kolor. Zaczęłam:
Robiłam jesienią, ale przy pochmurnych i krótkich dniach robi się ciężko, więc chusta przeleżała do marca kiedy to wlazła mi pod rękę i zaczęła się domagać skończenia, cóż miałam zrobić🤗:
Skończona, mięciutka, cieplutka będzie czekała na pierwsze wyjście😁.
Między słupkami:
Kolejne dzieje rodziny Duszów, młodzi rozjeżdżają się po całym kraju, ale w ciężkich chwilach wracają do rodzinnego domu, do Łeby.
Pozdrawiam cieplutko i serdecznie Wszystkich do mnie zaglądających, do miłego 👋 😘 ❤️ 🍀.
Małgosia.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz