Wrzuciłam go na dno szafy i zapomniałam...
Kilka dni temu szukałam resztek włóczek na kolejne mitenki i wpadł mi w ręce ten mój niewypał.
Pierwsza myśl, że go spruję była myślą przewodnią, ale najpierw chciałam zrobić mu zdjęcia, bo przecież cóż on winny, że ja nieuważna byłam:
Na Zosi prezentuje się nieciekawie, bo ona rozmiar 36-38.
Całość jest czarna z kolorowymi wstawkami:
Tutaj już trochę lepiej, Zosia robi co może:).
Ciepły, koloraśny i lekko fikuśny z frędzelkami:).
Cała gama kolorów, wyszukałam buklowe resztki, żeby czarnej włóczce dodać lekkości:
Przy rękawach też trochę frędzli:).
Trochę ciężko było mi zabrać się za prucie, zwierzyłam się z tego koleżance z pracy, która stwierdziła: "przynieś i pokaż co chcesz zniszczyć".
No i...
...mój kardigan znalazł swoją właścicielkę:
Będzie miał szansę zadebiutować wiosną, a ja już myślę o zrobieniu następnego, może uda mi się trafić z rozmiarem:).
Teraz chwalenie się urobkiem w moim domku:
Stawiam krzyżyk za krzyżykiem...
Myślałam, że na koniec listopada skończę kolejną kartkę, ale nie udało się, lecz mnie to nie zniechęciło haftuję dalej:).
Jesień sprzyja zasiadaniu w głębokim fotelu i przy aromatycznej herbatce czytaniu...czytaniu...
Nie jestem wyjątkiem i ja to lubię:
Warto oderwać się od jesiennej szarzyzny, gdy na kartach książki wiosna i wczesne lato. Choć w życiu bohaterek wcale nie jest tak błogo, muszą sprostać wyzwaniom codziennego życia.
Pierwsza część zapowiada się bardzo ciekawie, przede mną jeszcze trzy, będzie co poczytać.
Niedzielny poranek rozpoczęty, choć deszczowy, ale pracowity:).
Zapraszam Wszystkich do zaglądania do mnie:).
Pozdrawiam cieplutko i przed świątecznie:).
Małgosia.



















































