Obserwatorzy

niedziela, 14 stycznia 2018

Przymroziło:)).

Dzisiaj o poranku -3, więc Zosia ubrała się cieplutko:



Prosty sweterek, ale z pazurem:):


Tył najprostrzy z możliwych:


Troszeczkę myślenia zajął mi przód, musiałam dobrze rozliczyć warkocz, żeby dekolt nie był za duży:


Wyszło idealnie, ale za to rękawy zrobiłam po swojemu:


Sweter robiłam ze zdjęcia, więc pozwoliłam sobie na włączenie wyobraźni:):


Efekt końcowy zadowalający, to dlaczego Zosia w takiej pozycji, chyba czeka na coś jeszcze, ale to w następnym poście:)).

Za oknem szaro, buro i ponuro, ale mój grudnik mi to wynagrodził:






Zrobiłam podsumowanie roku w moim "czerwonym domku":


Tyle było na 1 stycznia 2017...


A tyle na 1 stycznia 2018.
Bez szału, ale postanowiłam w tym roku haftować nie tylko w niedziele, ale także w soboty, choć nie zawsze mam wolne, może w przyszłym roku będę mogła się pochwalić większym urobkiem:)).

W kąciku czytelniczym:


Trzecia część, w której wszystko się wyjaśnia, a może bardziej gmatwa?
Książki które czyta się jednym tchem, udało mi się, nie przypaliłam obiadu, ani nie spaliłam ciasta:)).


Cudowna książka na okres świąteczny, z miłością i piernikami w tle:)), ale można ją czytać w każdy dzień roku.

I to by było na tyle w niedzielny poranek, idę poleniuchować z robótką w tle, bo wreszcie mam wolną niedzielę:)).

Pozdrawiam Wszystkich cieplutko i serdecznie , choć za oknem lekki mrozik:)).

Małgosia.

środa, 3 stycznia 2018

Zosi przygotowania do zimy:).

U nas dzisiaj przez chwil kilka padał śnieg, więc Zosia musiała się zabezpieczyć:


Dwu kolorowy komin będzie pasował do czarnej kurtki.


Jest dosyć obszerny, więc w razie potrzeby można go naciągnąć na ramiona, będzie cieplej:).


A gdy zawieje i zamiecie okryć nim głowę:).


Jeden brzeg wykończyłam bąbelkami, zaszalałam:)).
Zosia jest zapobiegliwa, więc powstał kolejny komin:


 Zmienił się tylko kolor, ale za to jest bardziej wyrazisty.


Wykończenie bąbelkami dodaje mu uroku:).


Na jeden sezon dwa kominy są wręcz nieodzowne , bo jeden na głowie, a drugi w praniu:)).
Już zima nie zagrozi Zosi, tylko niech wreszcie przyjdzie:).

A do czytania :


Pierwsza część z tryptyku, przeszłość miesza się z teraźniejszością, ale zwycięża miłość, choć bardzo trudna, to piękna:).  


Żadna kobieta nie jest w stanie zastąpić matki, ale może pomóc przetrwać trudne chwile.
Ciężko siedmioletniej dziewczynce iść przez życie bez mamy.

Zima w pełni(ale tylko astronomiczna), więc kolejny post będzie cieplutki:).
Pozdrawiam Wszystkich noworocznie i serdecznie:).
Małgosia.                                                                                                                                                                                                                             

środa, 27 grudnia 2017

Święta, święta... i już po...

Wszystko co dobre szybko się kończy, chociaż w tym roku były dłuższe o jeden dzień, to jednak bardzo szybko minęły.
Teraz czekamy na następne:).
W tym zabieganiu nie zdążyłam się pochwalić ostatnimi pracami świątecznymi, oczywiście były to woreczki:):



Z zapasów zostało mi troszeczkę czerwonego lnu, więc powstało kilka woreczków:


Może to nie za bardzo wyszukane wzory, ale haftowało się je bardzo przyjemnie:):


Troszeczkę uszczupliłam zapasy muliny, ale było warto:):


Ten motyw już pokazywałam, ale tak bardzo mi się podobał, że wyhaftowałam go po raz kolejny:).




Ułożyły się w komplecie i zostały upominkami świątecznymi:).
W tym roku koniec haftów z motywami świątecznymi, ale mam już plany, co zrobić na przyszły rok, tylko muszę zacząć odpowiednio wcześnie żeby wyrobić się na czas:).

Dzisiaj w kąciku czytelniczym:


Iga ma burzliwe życie, ale w trudnych momentach potrafi się zmobilizować i wyjść z każdej opresji.
Kobiety są nie do zdarcia:)).


Kolejna silna kobieta umiejąca postawić na swoim, altruistka walcząca o innych.
Geny łączą Zosię i Igę, ale dzieli je ocean.

Dzisiaj króciutko, bo czeka mnie kolejny ciężki dzień na inwentaryzacji.
Pozdrawiam Wszystkich cieplutko i poświątecznie:).
Małgosia.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Świątecznie...

Prawie w biegu, ale szczerze, życzę Wszystkim  wszystkiego najlepszego w te świąteczne godziny, żeby były, jak najbardziej rodzinne i radosne i pozostały w pamięci, jak najdłużej:)).


Pozdrawiam świątecznie i cieplutko:)).

Małgosia.

piątek, 15 grudnia 2017

Dotarło...

Tak jak napisałam w ostatnim poście podreptałam do Urzędu Pocztowego w moim mieście i wysłałam nagrodę w mojej "Rocznicowej rozdawajce". Dosyć szybko dostałam wiadomość, że przesyłka dotarła tylko musi chwileczkę poczekać, bo Kasia chwilowo jest "wyjechana" i nie może jej otworzyć, dopiero dzisiaj się do niej  dobrała:).
Przed chwilą widziałam na Jej blogu oficjalne otwarcie:)).
Teraz ja się pochwalę co włożyłam do kopertki:
Główną nagrodą miał być woreczek bieliźniany z haftem na specjalne życzenie osoby wygrywającej i Kasia wybrała monogram, ale żeby utrudnić zapytałam Jej, jakie kolory lubi i dowiedziałam się, że czerwony, ale ostatnio podoba się Jej także miętowy. I miałam dylemat, ale od czego moje archiwum, poszperałam, poszukałam i pogodziłam dwa kolory:



Powstał taki woreczek , mam nadzieję, że przyda się on Kasi w czasie wyjazdów.
Zastanawiałam się co do niego włożyć i doszłam do wniosku, że do dużego woreczka przyda się mały, taki na drobiazgi, bo przecież każda kobieta ma sporo potrzebnych rzeczy:).
Powstał taki, oczywiście z czerwonym haftem:


Włączyło mi się woreczkowe myślenie i powstał kolejny, oczywiście w jedynym słusznym kolorze:


Śniegu, jak na razie nie widać, więc wyhaftowałam ośnieżoną choinkę.
Ale co jeszcze?
Do choinki pasują śnieżynki:


Mogą zawisnąć w ciekawym miejscu:).
Na rozgrzanie grudniowych wieczorów przyda się zimowa herbatka:


A na osłodę małe co nie co:





Najlepsza mleczna z orzechami laskowymi:))). 
Wszystko razem i do kopertki:


Bardzo przyjemnie było haftować i szyć te woreczki:).
Jeszcze raz dziękuję Wszystkim za udział w mojej rozdawajce:).

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i cieplutko:).
Małgosia.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Miętowa...

Tak nazywa się w mojej miejscowości restauracja, ale to nie będzie post o jedzeniu, taki kolor ma bluzeczka, którą wydziergałam:)):



Dostałam hasło: ładny wzór i zapinana pod szyją.
Przewertowałam kilka gazetek (ok.100:))) i padło na taki wzorek:


Troszeczkę mi zeszło z robotą, bo nitka cienka i dłubało się wolno:):


Och! Ta moja Zosia ma parcie na szkło, ale ma darowane, bo dawno się nie pokazywała, więc nie dziwota:).


W oryginale pod szyją wykończenie było na gładko, a ja zmieściłam się między warkoczami z plisą, myślę, że nie wygląda to źle.


Dół bluzeczki koronkowy dodaje jej uroku:


Rękawy w pierwszej wersji miały zaczynać się ściągaczem, ale to takie banalne, więc dostały koronkę.
Zima za pasem, więc zaczęłam dziergać cieplejsze rzeczy, ale to przy najbliższej okazji pokażę:).

Jeszcze co miesięczne sprawozdanie z postępów w haftowaniu czerwonego domku:




Nie ma szału, ale dla mnie każdy krzyżyk to sukces:)).

Kącik czytelniczy wzbogacił się o dwie pozycje:


To kontynuacja książek z poprzedniego postu, ale moim zdaniem najlepsza z nich. Właśnie przy tej części wzruszyłam się najbardziej. Życie jest tak kruche, lecz nie zawsze to sobie uzmysławiamy:).


Bardzo nie lubię czytania na czas, ale musiałam ją oddać do biblioteki w terminie, więc goniłam i może dlatego początek wydał mi się jakiś mdły. Jednak w trakcie czytania tak się wciągnęłam, że w zawrotnym tempie dobrnęłam do końca, a koniec mnie zaskoczył. Warto było poświęcić czas na przeczytanie tej książki:).

Następny post będzie o wygranej w mojej rozdawajce, bo już mam wszystko przygotowane do jutrzejszej wysyłki, więc czeka mnie wyprawa na pocztę:).

Pozdrawiam Wszystkich cieplutko i jeszcze jesiennie:).
Małgosia.

czwartek, 16 listopada 2017

Różano mi...

Za oknem szaro buro i ponuro, do tego siąpi deszcz, a i mgły zasnuwają okolicę. Jednym słowem jesień uciekła ze swoimi barwami:(.
Jednak u mnie pełnia lata:


Kolejny haft z różami, tym razem to dzika róża, chyba takie lubię najbardziej, to czysta natura.


Pamiętam z dzieciństwa, jak przedzieraliśmy się przez różane krzaczory, a ich zapach był jedyny i niepowtarzalny:).


Mam nadzieję, że udało mi się zatrzymać ich urok na tym skrawku lnu:):


Ten fragment przypomina mi kwiat jabłoni...powiało wiosną:)).


Hafcik w całej okazałości:).


A w takiej pozycji będzie oprawiony w ramkę, a w jaką to jeszcze się okaże:).
Z haftami chwilowo przystopuję, bo do gry weszły druty i szydełko:).


Coś na długie jesienne wieczory:


Młodzieńcze decyzje nie zawsze są słuszne, ale przecież zawsze można je zmienić, choć nie jest to takie proste. Powroty sprzyjają przemyśleniom, a co za tym idzie nakierowaniem naszego życia na właściwe tory. Czy udało się to bohaterce książki? Okaże się po przeczytaniu:)).


Druga część poprzedniej książki opisuje spojrzenie na sprawy od męskiej strony. Jednak jesteśmy z różnych planet:)).


Jeszcze chwilę poszaleję z włóczkami i kolejny pracowity dzień chyli się ku końcowi:)).
Dziękuję Wszystkim za komentarze i odwiedziny:).
Pozdrawiam Wszystkich jesiennie i cieplutko:).
Małgosia.