Ściągacz zrobiłam na drutach, a resztę szydełkiem. To fajny pomysł na zagospodarowanie resztek włóczki, która zostaje z poprzednich wyrobów. U mnie to jak zwykle zapasy "zza kanapy". Bardzo lubię robić ten wzór pajączkowy:
Latem ubiegłego roku udało mi się popełnić kilka takich kamizelek, ale dopiero tę uwieczniłam na Zosi.
Udało mi się skończyć czarny szal, choć to było niezłe wyzwanie:
Blokowanie jego musiałam zrobić na dywanie w salonie, bo tylko ten pokój mogłam zamknąć na noc, a i tak koty się na mnie obraziły. Zajęło mi to trochę czasu, ale było warto:
Nie czuję się fachowcem, ale podoba mi się to co robię:
To taka odskocznia od swetrów czapek, szalików, jest na czym oko zawiesić:
Nie jest on duży, jakieś 155 X 48cm.
Jednak spełni swoją rolę, jako dodatek do kreacji.
Może nawet pełnić rolę poncza, tylko wystarczy go odpowiednio upiąć.
Myślałam, że uda mi się skończyć popielaty sweterek:
Niestety mam mały problem, udało mi się zrobić przód i tył w całości:
Lecz zabrakło mi włóczki na skończenie rękawów i próbuję jakoś temu zaradzić, bo w pasmanterii jest popiel, ale w innym odcieniu tej samej firmy,jak na razie sweterek jest kamizelką:
Przez cały czas mam nadzieję, że jednak znajdę potrzebną włóczkę i finał będzie po mojej myśli.
Żeby nie wypaść z drutowania rozpoczęłam następną robótkę:
Mam już dwa rękawy i zaczęłam robić tył:
Wzór zaczerpnięty ze starej Vereny. Przyszłej właścicielki tego sweterka jeszcze nie było na świecie, jak ja już miałam tę gazetę, jednak niektóre wzory są ponad czasowe.
I jeszcze mała zajawka na wyrób dla mężczyzny:
Ale o tym w którymś z następnych postów.
Na dzisiaj basta, bo odłogiem leży moje jajko salowe,a niedziela tuż,tuż.
Pozdrawiam Wszystkich zaglądających do mnie.
Małgosia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz